Odszedł nasz Przyjaciel

Gdy odchodzi ktoś bliski trudno znaleźć słowa pocieszenia. Zwłaszcza, gdy odchodzi ktoś młody, śmiercią nagłą, nieoczekiwaną. Odejście Monsignora Tawfiqa Bou Hadir było dla wszystkich szokiem. Jeszcze w przeddzień rozmawiał pełen energii, uśmiechu, optymizmu…. Snuł plany na przyszłość. Czy spodziewał się nagłej śmieci? Na pewno nie. Czy był na nią przygotowany? Na pewno tak.

Abuna Tawfiq, biskup maronicki, szef Youth Of Hope, naszego libańskiego partnera, był człowiekiem zawierzenia i ufności. Żył dla Boga, oddychał Bogiem, za „sąsiedztwo” miał relikwie libańskich świętych i relikwie Krzyża Świętego. Ale żył też dla ludzi, dla Libanu, dla młodzieży, którą ukochał ogromnie. Widzieliśmy jak garnęli się do niego, widzimy teraz ich autentyczną rozpacz i smutek po stracie ojca, który ich osierocił. Ale i ufność i nadzieję, której ich uczył, wlewał w ich serca. W końcu są przecież Młodzieżą Nadziei Libanu…

Kim był Monsignor Tawfiq dla naszej Fundacji? Powiedzieć Przyjacielem to mało. Był kimś kto zawsze wyciągał pomocną dłoń, na kogo zawsze mogliśmy liczyć, z kim góry można było przenosić. To on wraz z młodzieżą jako pierwszy wyszedł na ulice Bejrutu, by rozpocząć wielkie sprzątanie po wybuchu. To on, gdy dopadł nas covid pośpieszył z pomocą i zorganizował libańską armię do odebrania naszego Kontenera Serc z portu bejruckiego. To on zawsze był na lotnisku w Bejrucie, gdy lądowały samoloty z pomocą z Polski. To on organizował dystrybucję produktów do najbardziej potrzebujących. To on razem z nami modlił się, pracował i biesiadował. Bo Monsignor Tawfiq na pierwszym miejscu stawiał modlitwę, potem pracę, która dawała pomoc innym, a w końcu radość spotkania z przyjaciółmi.

Zaledwie miesiąc temu wyprawił dla nas iście królewską ucztę w klasztorze Rajfun w górach Libanu, gdzie mieszkał. Siedzieliśmy przy wspólnym stole z grupą młodzieży, współpracującej z Fundacją Fenicja przy naszym najnowszym projekcie. Była radość, był śmiech, nadzieja na realizację czegoś dobrego dla Libanu. W pewnym momencie Monsignor Tawfiq zapytał dlaczego właściwie ukochaliśmy Liban? Dlaczego zostawiamy swoje sprawy w Polsce i chcemy pomagać temu krajowi? Powodów jest wiele, ale dzisiaj jeden, ten najważniejszy, rysuje się bardzo jasno. Bo Liban to kraj, gdzie mieszkają tacy ludzie jak Abuna Tawfiq – ludzie ogarniający swoją miłością wszystkich dookoła.

Po odejściu Monsignora Tawfiqa nic już nie będzie dla nas takie samo, ale jego duch będzie stale towarzyszył naszej działalności, bo zyskaliśmy kolejnego orędownika w Niebie.

Żal po starcie jest ogromny, ale tak jak Abuna Tawfiq jesteśmy ludźmi wiary, więc nie mówimy „żegnaj”, tylko: do zobaczenia Abuna w Niebie.

Zarząd Fundacji Fenicja im. św. Charbela