Dramatyczna sytuacja na południu Libanu. Wyruszamy z konwojem humanitarnym
W ostatnich dniach Fundacja Fenicja po raz kolejny wyruszyła na ogarnięte konfliktem południe Libanu. Wzięliśmy udział w konwoju humanitarnym, który dostarczył żywność i ratujące życie leki do odciętych od świata mieszkańców. Choć korytarze humanitarne z założenia powinny być bezpieczne, libańska rzeczywistość jest inna.
Misja w strefie wojny
Konwoje pomocowe na południe Libanu do strefy przygranicznej z Izraelem, gdzie odcięte od świata pozostały wioski chrześcijańskie, organizowane są z inicjatywy Nuncjusza Apostolskiego w Libanie, ks. abp. Paolo Borgia, oraz jego prawej ręki, polskiego księdza sekretarza Jakuba Tomaszewskiego, który na miejscu ściśle współpracuje z Caritas Liban. Dzięki ich niezwykłej odwadze i determinacji, na zniszczone południe kraju regularnie dociera wsparcie, które dla tamtejszej ludności jest jedyną szansą na przetrwanie.
Nasz zespół wyruszył w kolumnie składającej się z kilkunastu pojazdów. Część przygotowanej przez nas pomocy transportowaliśmy własnym samochodem, a reszta darów została załadowana na większe ciężarówki.
Droga przez piekło i 6 godzin w pełnym słońcu
O ile pierwszy etap trasy do Tyru przebiegał względnie spokojnie, o tyle dalsza podróż okazała się ogromnym wyzwaniem logistycznym i psychicznym. Infrastruktura drogowa w tym rejonie praktycznie przestała istnieć.
Najtrudniejszy moment nastąpił tuż przed miejscowością Debel (Dybel). Kolumna została gwałtownie zatrzymana przez stacjonujące na miejscu wojska ONZ. Powodem był niewypał leżący bezpośrednio na naszej trasie. Przymusowy postój trwał ponad 6 godzin. Spędziliśmy ten czas w palącym słońcu, w ciągłym napięciu i poczuciu zagrożenia. Wiedzieliśmy jednak, że nie możemy się wycofać – wiezione przez nas medykamenty były tam dramatycznie wyczekiwane.
Łzy wdzięczności w Debel
Do celu dotarliśmy około godziny 18:30. To, co zastaliśmy na miejscu, poruszyło każdego z nas. Mieszkańcy Debel witali nas ze łzami w oczach, tuląc do piersi i wręczając kwiaty. W ich gestach kryła się ogromna wdzięczność dla Nuncjusza za jego odwagę w organizowaniu tych niebezpiecznych misji.
Tym razem Fundacja Fenicja dostarczyła do lokalnego punktu medycznego dużą partię specjalistycznych lekarstw. W realiach wojny na południu Libanu medykamenty stały się towarem deficytowym – prawdziwym, bezcennym rarytasem, który decyduje o ludzkim życiu. Nasza pomoc została przyjęta z ogromnym uznaniem i ulgą.
Ocaleni, by pomagać dalej
W drogę powrotną do bazy ruszyliśmy po godzinie 21:00. Jak się okazało – Bóg nad nami czuwał. Tuż po naszym wyjeździe w rejonie Debel rozpętało się prawdziwe piekło. W wyniku nagłego ostrzału i walk w ciągu zaledwie kilku godzin zginęło tam kilkanaście osób. Świadomość, że minęliśmy się z tragedią o minuty, paraliżuje, ale też umacnia w przekonaniu, jak ważna jest ta praca.
Do naszej bazy w Byblos dotarliśmy przed pierwszą w nocy. Skrajnie wycieńczeni fizycznie i psychicznie, ale z głębokim poczuciem ulgi, że misja zakończyła się sukcesem.
Nie zatrzymujemy się. Tamtejsi ludzie nie mają nikogo innego, dlatego już teraz planujemy udział w kolejnych konwojach. Ta pomoc trafia do potrzebujących wyłącznie dzięki Waszemu wsparciu. Serdecznie dziekujemy!
